Menu
Wszystko o Fredzi

Strona Fredzi

Szczytem szczęścia dla kota jest uwaga, rozmowa, pieszczoty i miłość ze strony człowieka a dla ludzi nic nie może być pochlebniejszego niż przywiązanie istoty tak dalece niezależnej. Eugen Skasa Weiss

Los Fredzi

W dużej mierze obecne losy Fredzi zmieniają się diametralnie nie do końca z naszej woli. Nowa ustawa o ochronie zwierząt, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku, zakazuje nam rozmnażania kotów (Art. 10a) a wszystkim z Państwa kupowania kotków (Art.10b). Wyjątkami są schroniska lub hodowle i praktycznie tylko w hodowlach będziemy mogli nabyć prawnie, małego kociaka. Efektem takich zmiana w prawie jest problem ze znalezieniem partnera dla naszej Fredzi a w końcu sprzedaż, nawet za symboliczną kwotę, maluszków. Nie martwi Nas jednak to, że nie możemy pobierać opłat za kotki ale fakt, że nie możemy rozmnażać Fredzi. W rezultacie już od jakiegoś czasu, po kilku rujkach naszej Fredki, jest ona na lekach antykoncepcyjnych i prawdopodobnie w niedługim czasie będzie wysterylizowana. Nie jesteśmy z tego powodu zadowoleni, bo były i nadal są ,ogromne obawy co do zmiany w usposobieniu i charakterze Fredzi po sterylizacji. Dodatkowo uświadomiliśmy sobie, że tracimy bezpowrotnie coś niematerialnego a dającego Nam niesamowitą satysfakcję i ogromną ilość emocji, związanych z każdym kociakiem, który trafił do nowych właścicieli. Mamy wrażenie, że łączy nas mentalna wieź z każdym z właścicieli naszych kociątek i ciągle myślimy i mówimy o nich, używając słowa "NASZE". Śledzeni losów potomstwa Fredzi i dbałość jaką przykładaliśmy kiedyś w ich wychowanie a obecnie zaangażowanie nowych właścicieli w tworzenie strony internetowej, pozwalało nam żyć nadzieją, że Fredzia i my przeżyjemy to wszystko jeszcze raz. Niestety twórcy nowej ustawy kierowali się innymi priorytetami i nie pozostawili możliwości byśmy dopełnili jakichkolwiek starań i stworzyli w pełni kontrolowaną i udokumentowaną hodowlę. Fredzia nie ma rodowodu i nigdy nie będzie pasować w kanon ustawy. Pod przykrywką działań dla dobra zwierząt, stworzono monopol na hodowle rasowe, wyłącznie dla organizacji społecznych i na dodatek dla stowarzyszeń które nie są zainteresowane takimi kotami jak nasza Fredzia. Wydaje się, że ceny kotów będą teraz rosły a losem naszej Fredzi zajmie się nieuchronnie weterynarz. Nowe Losy naszej Fredzi właśnie się ważą i prawdopodobnie będą pisane skalpelem :( TEKST USTAWY http://fundacja-emir.pl/PRAWAZWIERZAT/PL/DOK/4257_u.pdf Niedawno wpadła nam do głowy pomysł, by Fredzia towarzyszyła nam na świeżym powietrzu. Często nie ma nas w domu i wiele razy spędzamy wolny czas na świerzym powietrzu, myślimy w tedy o naszej Fredzi i żal nam, że nie jest z nami. Zakupiliśmy szelki i smycz. Pierwsze założenie szelek spowodowało u Fredzi atak zwiotczenia całego ciała, widok był komiczny i na pewno głośny śmiech wszystkich domowników jej nie pomagał. Kiedy Fredzia zaakceptowała na sobie szelki, przyszedł czas na pierwsza wizytę na świerzym powietrzu. Było ciężko, kociak nie wiedział co się dzieje a niechęć Fredzi do jazdy samochodem tylko pogłębiła jej stan. Piknik Fredzi zakończył się jednak sukcesem i mino przyspieszonego bicia serca nic nie wskazywało, że następnym razem może być źle. Druga wizyta Fredzi na dworze, była jednak fatalna. Wydaje się, że za pierwszym razem obmyślała plan jak dać nam w kość i muszę przyznać, że swój plan wykonała po mistrzowsku. Nie wiadomo kiedy Fredzia wpadła w szał na wysokości około 0,5 metra w powietrzu zdołała ściągnąć z siebie szelki i czmychała niczym błyskawica między stojące na posesji drewniane klatki po królikach. Nie muszę chyba wam opisywać jak było mi ciężko złapać moja Fredzie, która wyglądała jak nastroszony dziki ryś i wydawała z siebie jedynie warcząco syczące dźwięki. W obawie o to, że Fredzia może uciec w bardziej niedostępne miejsce i narobi w tedy więcej kłopotu, podjąłem drastyczne kroki i przy użyciu siły i może nie do końca humanitarnych chwytów, dałem rade wsadzić ją do kontenera. W pięć sekund byłem z nią z powrotem w domu. Późnym popołudniem, kiedy wróciliśmy do domu, były pewne obawy w jakim stanie zastaniemy naszą Fredzie. Nie uwierzycie, ale kocica zachowywuje się jak gdyby nigdy nic, mruczy i łasi się a jedynym miejscem które toleruje jest jej balkonik :) Nasze kontrole weterynaryjne zostały wzbogacone o kocie tabletki antykoncepcyjne. Decyzja o sterylizacji nadal jest ciężka do podjęcia, myśl o wygolonym brzuszku i …. Eee, tabletki na razie musza wystarczyć  Więc, na prochach Fredzia jest bez zmian, jednak nie do końca. Tygodniowa tabletka mająca działać siedem dni w ostatnim dniu tygodnia mocno słabiej działa i Fredzia ma objawy miłosnego ataku. Jest bardzo skora do pieszczot, bardziej niż zwykle mruczy i się ciągle łasi, dzieci po prostu ją UWIELBIAJĄ w tej fazie. Tak bardzo jest to widoczne, że dokładnie wiemy kiedy należy dać tabletkę  Świat Fredzi jest bez zmian, mieszkanie + balkon, więc każda nowa ozdoba balkonowa musi przejść akceptację królowej !

Z naszej galerii

Podoba Ci się ta strona?

Załóż własną, darmową stronę internetową na JKY.pl - szybko, łatwo i bez opłat!

Załóż za darmo